Trzy, dwa, jeden… Ostatnie sekundy odliczane do startu zawodów są nieubłagane. Ale co dzieje się wcześniej? „Wszystko mieliśmy zaplanowane co do minuty,” wspominali mistrzowie olimpijscy Kateřina Neumannová i Martin Doktor po wizycie w fabryce marki zegarkowej Prim, jednego z dostawców Czeskiego Komitetu Olimpijskiego.
„Kiedy zakończyłam karierę, jednym z moich pierwszych postanowień było to, że nigdy więcej nie chcę mieć na ręce sportowego zegarka. Mierzyłam każdy trening. Zresztą swoją organizacją i punktualnością drażnię ludzi do dziś — byłam do tego wyszkolona od dzieciństwa,” z uśmiechem opowiadała legendarna narciarka Kateřina Neumannová, mistrzyni olimpijska z Turynu 2006.
Jako profesjonalna sportsmenka kierowała się ściśle określonym harmonogramem: na przykład na śniadanie szła trzy i pół godziny przed startem. „Startowaliśmy rano lub najpóźniej koło południa, wieczorem rzadko. Czynności przedstartowe były ściśle ustalone, każdy miał swój czas i czas trwania,” opisała Neumannová. „W moim sporcie nieprzewidywalną zmienną jest testowanie nart. Czasem testujesz dwie pary nart i gdy na trasie panują od tygodnia te same warunki, trwa to 20 minut. Ale czasem do ostatniej chwili czaruje się z nartami, czego nie da się zaplanować z wyprzedzeniem. Jednocześnie zawsze wiesz, ile czasu przed startem chcesz być na stadionie, żeby mieć swój spokój.”
Kaseta w walkmanie
„Miałem to bardzo podobnie jak Katka,” zauważył kajakarz Martin Doktor, dwukrotny złoty medalista olimpijski z Atlanty 1996 i dyrektor sportowy Czeskiego Komitetu Olimpijskiego. „Przez te lata dokładnie wiedziałem, ile czasu przed startem powinienem włączyć kasetę w walkmanie. Pierwsza strona zatrzymywała się w środku piosenki, a potem przewracała się na drugą. Tak samo zrobiłem to później na MiniDiscu — nagrałem te same piosenki w tej samej kolejności,” opowiadał Doktor. „Ja nie byłam aż taką wariatką,” zareagowała roześmiana Neumannová.
Doktor wyjaśniał. „Jak ci się raz uda, to potem się tego trzymasz. Przed zawodami byłem wręcz maniakiem, choć czasem mi to nawet szkodziło. Ale kiedy zawody mi się udały, myślałem, że mi to strasznie pomaga,” mówił. „Timing niesie ze sobą rezultat: jem, kiedy potrzebuję, rozgrzewam się i stawiam się na starcie dokładnie wtedy, kiedy chcę. Byłem przyzwyczajony, że przyjeżdżam 500 metrów powyżej startu, zawracam i wracam. Tak idealnie wyszło mi to na przykład w Atlancie, ale cztery lata później w Sydney zamiast zwykłego startu o dziewiątej rano zaczynaliśmy o trzeciej po południu. Wybiło mnie to z rytmu.”
Trzęsące się ręce
Mistrzowie olimpijscy spróbowali też produkcji kultowych zegarków Prim we Frýdku-Místku, czyli prawdziwej pracy zegarmistrza. Czy jesteście cierpliwi? „Nie. Było to widać, gdy próbowaliśmy złożyć zegarek,” żartobliwie stwierdził Doktor po serii prób i błędów. Neumannová dodała: „Nie sądzę, żebym była zupełnie niecierpliwa, przypisuję to raczej zręczności. Podziwiam tę pracę i precyzyjną mechanikę, ale sama nie byłabym w tym wystarczająco sprawna. Było mi niezręcznie pokazywać swoją nieudolność przed profesjonalistami — że nie potrafię nawet nałożyć wskazówki. Mówiłam, że będę wszystkich opóźniać.”
Doktor miał jeszcze inny powód: „Właściwie nawet porządnie tego nie widziałem, dali mi lupę. Musiałem dokładnie znaleźć ogniskową, w której to było widoczne przez szkło powiększające,” opisywał. „Kiedy założyli mi gumki na palce, wydawało mi się, że wszystko się ślizga. Potem chcieli, żebym włożył maleńki kołek do otworu, ale ręce mi się trzęsły…”
W fabryce powstają również zegarki, które będą towarzyszyć olimpijczykom w ich drodze do Paryża. To właśnie Neumannová i Doktor są patronami limitowanej edycji zegarków PRIM Czech Team Paryż. Złoty kolor reprezentuje symbolikę stulecia pierwszego złotego medalu olimpijskiego dla Czechosłowacji, który zdobył Bedřich Šupčík w 1924 roku we wspinaczce na linie. Przypomina też ogólne znaczenie sportu dla naszego kraju. Na tarczy znajduje się również dominujący element sylwetki czeskiej flagi z napisem CZE, który zdobi także stroje olimpijskie.
Szczęście kontra precyzja
A jak wypada porównanie precyzyjnej pracy zegarmistrza ze sportem? „Do wyniku sportowego też trzeba złożyć kilka rzeczy razem. Formę, warunki zewnętrzne, odrobinę szczęścia…” wyliczała Neumannová. Doktor zauważył: „U mistrzów zegarmistrzostwa nie chodzi tak bardzo o szczęście — muszą iść na precyzję. I w odróżnieniu od sportowców nie mają dziennego planu, żeby nie być pod presją, że muszą coś zdążyć.”
Potem rozmowa znów zeszła na czas w sporcie. „Najgorsze było czekanie przed zawodami — najchętniej wymazałabym to ze swojego życia,” podkreśliła Neumannová. „Mówię na przykład o popołudniach i wieczorach przed wielkimi zawodami, kiedy nie możesz się bawić i jesteś zamknięty w swojej bańce. Nie możesz już trenować, musisz odpoczywać. Ze mną nie było żadnej zabawy, byłam zamknięta w sobie.”
Kiedy o tym mówiła, Doktor ze zrozumieniem kiwał głową. Sam przeżywał podobne stany: „Wieczorem przed zawodami miałem ustalone, co robię. Wolałem godzinę poświęcić na rozciąganie, niż nad czymś myśleć. Też się boisz, czy uda ci się zasnąć. Wiesz, że jeśli nie zaśniesz, zawody będą do niczego. A następnego dnia najgorsze było przekładanie zawodów — gdy nie startowało się w pierwotnie wyznaczonym terminie, na który byłem przygotowany. Nagle nic nie działało tak, jak powinno, i musiałem improwizować, bo plan czasowy się zawalił.”


































