E15.cz – Jak tyka zjednoczony PRIM?

Kiedy po wojnie w Novym Meście nad Metują ruszyła produkcja pierwszych czechosłowackich zegarków, primki stały się symbolem krajowej precyzji i rzemiosła. Jednak po 1989 roku marka się rozdzieliła i o jej nazwę przez ponad dwie dekady spierały się dwie firmy — Elton hodinářská, która zachowała produkcję manufakturową, oraz MPM-Quality z Frydku-Mistku, produkująca bardziej przystępne cenowo modele z importowanymi mechanizmami. Dwa różne zegarki nosiły na tarczy ten sam napis i żaden nie chciał się nim dzielić.

W tym roku ten konflikt wreszcie się zakończył. MPM-Quality kupiła od grupy CSG firmę Elton hodinářská i po ponad dwudziestu latach obie firmy połączyły się pod jednym kierownictwem w rękach rodziny Hanków. Założyli oni własną firmę zegarmistrzowską we Frydku-Mistku w 1993 roku, podczas gdy historia przedsiębiorstwa Elton, wcześniej znanego jako Chronotechna, sięga 1949 roku.

Kiedy Barbara Hanková, nowa właścicielka firmy Prim, opisuje pierwszy dzień po przejęciu, używa słów takich jak „szok” i jednocześnie „ulga”. „W piątek podpisano umowę, a w poniedziałek staliśmy już przed pracownikami produkcji. Trzeba było wyjaśnić, że Elton się nie zamyka,” mówi.

Wiosną tego roku zakończył się jeden z najdłużej trwających sporów czeskiego przemysłu. Po długich latach równoległego istnienia powstała zjednoczona marka Prim z jednym logo, jednym kierownictwem i dwoma zakładami produkcyjnymi, które po latach sporów współpracują. Wybraliśmy się do obu zakładów, aby posłuchać, jak tyka zjednoczony Prim.

Wśród tokarek i stali damasceńskiej. W Eltonie pachnie metalem, olejem i pastą ścierną. W warsztatach stoi kilkadziesiąt maszyn, z których niektóre pamiętają jeszcze czasy, gdy produkowano tu model Orlík dla armii czechosłowackiej. Ich nowoczesne wersje — precyzyjne i specjalistyczne maszyny CNC — obrabiają dziś tytan, platynę czy cyrkon z mikromilimetrową precyzją. „Tu powstają nasze koperty z kompozytów damasceńskich, które kujemy we współpracy z czeską kuźnią,” pokazuje jeden z unikalnych modeli z niebieskim wyżarzaniem Renata Červenák Nývltová, dyrektor generalna Eltonu, która po zjednoczeniu zgodziła się na przekazanie kierownictwa firmy, ale nadal w niej pozostaje.

Zachowanie ręcznej produkcji jest od czasu przejęcia wielkim tematem dla wszystkich fanów czeskich zegarków. „W Novym Meście pozostaje cała produkcja mechanizmów mechanicznych. Ale mówię to teraz — nie mogę obiecać, co się stanie na przykład za dziesięć lat. A do Frydku-Mistku przeniesie się kompletacja zegarków bateryjnych, czyli kwarcowych,” opisuje Hanková. Z Eltonu w najbliższych latach nadal będą wyjeżdżać limitowane edycje, takie jak legendarny Prim Orlík czy Traktor, których ceny sięgają setek tysięcy koron.

We Frydku tykają szwajcarskie mechanizmy. Na drugim końcu republiki, we Frydku-Mistku, produkcja ma zupełnie inny zapach. Czuć tu nowość, a historycznych maszyn tu nie znajdziemy. To nie manufaktura, lecz nowoczesny zakład, w którym używa się kupowanych szwajcarskich i japońskich mechanizmów. Dzięki temu cena zegarków tu powstających waha się od kilku tysięcy do kilkudziesięciu tysięcy koron.

Wchodzimy do dużego studia IT, skąd graficy wysyłają dane bezpośrednio do produkcji. „We Frydku mamy kompletne studio projektowe. Stąd wychodzą projekty tarcz, wizualizacje i edycje prezentowe dla firm lub inne indywidualizacje,” wyjaśnia dyrektor produkcji MPM-Quality Jiří Vratislav. Tu ma się w przyszłości kompletować większość modeli automatycznych i kwarcowych, które stanowią znaczną część oferty. Podczas gdy w Novym Meście nad Metują powstają zegarki manufakturowe w setkach sztuk rocznie, zakład we Frydku może wyprodukować do pięciu tysięcy sztuk. Po połączeniu jednak nie mają rywalizować, lecz się uzupełniać i wspierać. Nowi właściciele planują ponadto zwiększyć produkcję zegarków mechanicznych w Eltonie do dwóch tysięcy sztuk rocznie.

Celem jest również to, aby zespoły z Nového Města i Frydku przestały mówić o sobie „my i oni” i funkcjonowały jako jeden Prim. Według Renaty Červenák Nývltovej połączenie firm było bardzo wrażliwym tematem: „Ludzie z Eltonu trochę oczekiwali, że przejęcie pójdzie raczej w odwrotnym kierunku, więc to był szok. Ale myślę, że teraz już wszystko się ułożyło,” dodaje. Barbara Hanková dlatego cieszy się na dzień, kiedy nikt już nie będzie jej pytał, czy jest z MPM Quality, czy z Eltonu: „Mam nadzieję, że w ciągu dwóch lat ludzie zrozumieją, że jest po prostu jeden Prim.”

Nad realizacją tej wizji pracują zespoły z obu miast, które codziennie się komunikują i stopniowo ujednolicają procesy. Według kierownictwa obie firmy przykładają wagę do każdego kroku również dlatego, że wielu fanów marki i zwykłych klientów postrzega fuzję wrażliwie. „Nazywamy siebie partnerami i nie możemy traktować się dyktatorsko. Jedna strona stara się współpracować z drugą i wzajemnie się zrozumieć,” wyjaśnia Jiří Vratislav, a Barbara Hanková dodaje: „Przez prawie 25 lat nie byliśmy najlepszymi przyjaciółmi i musimy ten zespół zjednoczyć.”

Efektywność, efektywność, efektywność. Produkcję w Novym Meście nad Metują Hanková postrzega jako bardzo złożoną i jednocześnie tradycyjną, z wieloma kolejnymi krokami wymagającymi zarówno precyzji, jak i czasu.

Wspólnym mianownikiem wszystkich planowanych zmian ma być zatem większa płynność i oszczędność pracy. Do produkcji zmierzają już nowe maszyny, w tym pięcioosiowe centrum CNC, które ma przyspieszyć prototypowanie i zmniejszyć obciążenie najbardziej obłożonych stanowisk. „Nie chcę, żeby na przykład zegarmistrz spędzał pół dnia na szukaniu śrubki,” mówi Barbara Hanková. Zmiana ma się również przejawiać w organizacji pracy — pracownicy zaczną się szkolić w różnych zawodach, aby mogli się wzajemnie zastępować.

Kolejnym krokiem ma być cyfryzacja i budowa nowej hali. „Obecne pomieszczenia w Novym Meście są w starszym budynku i nie pozwalają na płynną produkcję. Chciałabym zbudować nowoczesną halę, która połączy wszystkie fazy produkcji i stworzy czyste środowisko odpowiadające tradycji zegarmistrzowskiej,” planuje Hanková. Wyznaczyła sobie cel na pięć lat.

Z modernizacją wiąże się również ujednolicenie systemów informatycznych. Ręcznie pisane arkusze i dotychczasową formę księgowości zastąpią cyfrowe narzędzia do ewidencji, kalkulacji i planowania. Dane z obu zakładów będą udostępniane w czasie rzeczywistym, aby można było śledzić produkcję od pierwszego projektu po wysyłkę. Jednocześnie planuje się, że oba zespoły będą wymieniać się swoim know-how.

Jeden Prim, jedno logo. Zjednoczenie dotyczy również identyfikacji wizualnej. Po dwóch dekadach podwójnej tożsamości marka wraca do swojego oryginalnego logo — łukowego, zaokrąglonego napisu Prim. Zegarki z własnym mechanizmem będą ponadto oznaczane napisem Prim Manufacture, pozostałe po prostu jako Prim. Pierwsza kolekcja z nowym logo została wprowadzona na rynek jesienią tego roku. W Eltonie i we Frydku oznacza to nowe formy, prasy tłoczące i opakowania.

Prim chce nadal pozostać tradycyjną krajową marką z historią, ale jednocześnie planuje dotrzeć do młodszych klientów. „Na samej nostalgii nie pociągniemy tego przez kolejne dwadzieścia lat,” mówi Hanková, która zamierza postawić na nowe kolory, edycje i współprace z młodymi twórcami. Firma już tworzy nową stronę internetową i wzmacnia sprzedaż online: „Na świecie nawet zegarki za 100 tysięcy sprzedaje się jednym kliknięciem. I my musimy być na to gotowi,” dodaje. Częścią planu jest również ekspansja zagraniczna — najpierw na rynki europejskie, na przykład do Polski i Niemiec, a później także do USA, gdzie marka chce dotrzeć do społeczności Czechosłowaków.

Elton miał w ubiegłym roku przychody w wysokości około 100 milionów koron, frydkowa firma około 70 milionów. Ambicją kierownictwa jest łączny roczny obrót 150 milionów. „Wiem, że po zakupie firmy nie powstanie jeden plus jeden równa się dwa. Tego nie osiągniemy ze wszystkimi zmianami w tym roku,” wyjaśnia trzeźwe szacunki Hanková, według której drogą do wymarzonego przychodu jest właśnie zwiększenie produkcji zegarków z ręcznie wytwarzanym mechanizmem: „Dlatego po prostu musimy modernizować.”

Cała grupa Prim liczy łącznie ponad sto osób, wielu z tych z Frydku-Mistku zna swoją szefową od dzieciństwa. „We Frydku są ludzie, którzy wozili mnie w wózku i teraz ze mną pracują,” opisuje Hanková. Rodzinną atmosferę uważa za jedną z największych zalet marki i zamierza ją zachować także po zjednoczeniu obu zakładów: „Wierzę, że również pracownicy w Novym Meście zrozumieją, że markę Prim naprawdę chcemy zachować i rozwijać.”

Źródło: E15.cz – https://www.e15.cz/byznys/konecne-sjednoceni-casu-zatim-jen-pro-fandy-hodinek-prim-frydek-mistek-a-nove-mesto-uz-tikaji-jednotne-142916120.12.2025